Micha Brysik juniorski mistrz karate

Michał marzy teraz o złocie dla seniorów - Rozmowa z Michałem Brysikiem z Kołbaskowa, juniorskim mistrzem świata w karate

- Czym jest dla ciebie karate, wiążesz z tym swoją przyszłość?
- Dziś prócz rodziny karate jest najważniejszą sprawą w moim życiu. A w przyszłości chciałbym zostać trenerem. Chciałbym szkolić młodych zawodników.

- Jak to się stało, że w twoim życiu pojawiło się karate?
- To było cztery lata temu. Mama wróciła z pracy i zapytała, czy chciałbym pójść na karate, bo syn koleżanki z pracy chodził na treningi. Na początku nie widziałem się w tym, ale dałem się namówić i pojechałem na pierwszy trening do Dojo na Wawrzyniaka w Szczecinie. Spodobało mi się od pierwszej minuty i zacząłem regularnie uczęszczać na zajęcia.

- Kiedy pojawiły się pierwsze sukcesy?
- Pierwszy sukces pojawił się po roku ćwiczeń, zdobyłem tytuł mistrza Polski na zawodach w Słupsku. Jadąc na zawody zupełnie nie spodziewałem się medalu, to było dla mnie zaskoczenie.

- Ile miałeś wtedy lat?
- To było trzy lata temu, miałem wtedy 10 lat.

- A twój pierwszy wyjazd za granicę?
- To były mistrzostwa Europy w Montichiari, niedaleko pięknego jeziora Garda we Włoszech. Zdobyłem srebrny medal w konkurencji drużynowej. W tej konkurencji są cztery osoby, trzy walczą, a jedna jest rezerwowa.

- Chciałem zapytać cię o ostatni sukces, indywidualny złoty medal mistrzostw świata, który zdobyłeś w czerwcu w szkockim Dundee. Czułeś, że to może być złoto, przygotowywałeś się szczególnie do tych zawodów?
- Przygotowania do tych zawodów rozpoczęły się dwa miesiące wcześniej. Miałem trzy treningi w tygodniu. Udając się do Szkocji miałem dobre przeczucia, ale w stosunku do konkurencji drużynowej. W konkurencji indywidualnej nie spodziewałem się sukcesu, ponieważ startowało wielu zawodników z czarnym czy brązowym pasem, a ja w tej chwili jestem posiadaczem pasa pierwszego niebieskiego. Czyli jestem mniej więcej w połowie drogi do czarnego.

- W twojej konkurencji o złoto walczyło pięćdziesięciu zawodników. Jak wyglądał finał? Dobrze spałeś przed zawodami?
- Nie mam nerwów jak ze stali, ale spałem normalnie, jak przed każdym dniem zawodów. W finale walczyłem z kolegą ze Sri Lanki. To jest walka na punkty. Jest zakaz mocnych uderzeń, bo za to są kary. Walka była do sześciu punktów. Ale sześciu punktów nie zdobyłem, bo skończył się czas. Walka zakończyła się wynikiem 4:0. Wynik nie pokazuje przebiegu walki, to był godny przeciwnik. Miałem trochę szczęścia, bo był już bardzo zmęczony wcześniejszymi walkami.
- Ty też już byłeś mocno zmęczony, trener ciągle ci mówił, żebyś trzymał gardę –dodał ze śmiechem ojciec Michała, pan Stanisław.

- Jak wyglądały dni po powrocie do Polski?
- Bardzo dużo gratulacji od rodziny, kolegów, od pani wójt Kołbaskowa dostałem nagrodę.

- A propos, wcześniej miałeś okazję poznać panią wójt Małgorzatę Schwarz?
- Tak, od dwóch lat dostaje stypendium sportowe od pani wójt, więc była już okazja porozmawiać.
- Michał jest bardzo skromny, więc muszę powiedzieć, że powitanie w szkole było bardzo gorące. Cała szkoła gratulowała sukcesu Michałowi, gratulacje złożyła także pani dyrektor, pani wójt, wszyscy się naprawdę cieszyli. A Michał oprócz sukcesów sportowych, ma także sukcesy w szkole, w tym roku dostał świadectwo z czerwonym paskiem – dodał z dumą tata Michała.

- Jaki cel stawiasz przed sobą?
- Bardzo chciałbym zostać mistrzem świata w karate seniorów, do tego będę dążył.

- A na koniec powiedz coś o sobie, jak spędzasz wolny czas?
- Najbardziej lubię sobie poćwiczyć, czasem spotkam się z kolegami. Nie słucham za bardzo muzyki, może trochę rosyjskiego techno, czasem pogram w Minecrafta.

 

Więcej zdjęć (facebook) >>


Rozmawiał: Jarosław Dworzyński